|
Na rynku muzycznym ukazała się czwarta płyta Houka
Chłopaki szamana
Recenzja Generation X z Gazety Krakowskiej (nr 1 z dn. 2-01-96) - CD tygodnia
Minęło niespełna pięć lat od powstania Houka, a na rynku ukazała się już
czwarta płyta w dorobku grupy. Pomimo gruntownego przemeblowania w składzie, najnowszy
produkt łączy w interesujący sposób zarówno elementy rospoznawalnego już stylu grupy
z pierwiastkami "nowego" brzmienia.
Houk jaki jest, każdy wie. Wysoce energetyczny czad połšczony z mistycznymi,
uduchowionymi tekstami zjednał sobie już w naszym kraju zarówno wiernych zwolenników,
jak i zażartych przeciwników. Ale to dobrze. Nie ma bowiem nic gorszego jak brak odzewu
i zainteresowania ze strony publiczności.
Na niego warszawiacy nie muszą na szczęście narzekać i już od ponad roku robią
swoje. Jak bowiem wiadomo wszem i wobec, we wrześniu 1994 roku z pierwotnego składu
w grupie pozostał tylko Darek Malejonek. Czystka ta zakończyła się na szczęście tak szybko
jak przebiegła i lider Houka dokooptował do grupy czterech muzyków z Ahimsy. Gryby, Bolek,
Tomik i Miro szybko zrozumieli się z "wodzem" i rozpoczęli próby oraz działalność koncertową.
Naturalnym obrotem spraw przyszedł czas na nagranie płyty. Rzecz nosi tytuł
"Generation X" i leży już na półkach w sklepach muzycznych. Wydaje się, że pomiędzy Darkiem
a resztą zespołu "zaiskrzyło". Ale po kolei.
Tym razem Maleo na miejsce realizacji swoich pomysłów wybrał Studio Izabelin i do
konsolety oprócz siebie dopuścił tylko Jarosława Pruszkowskiego. Jest to więc w większości
autorska produkcja lidera zespołu, który napisał większość z tych utworów i wszystkie teksty
do nich.
Po pierwszym przesłuchaniu rzuca się w uszy elektryzm "Generation X". Mamy tutaj bowiem
prawdziwy kalejdoskop stylów muzycznych.
Wszystko zaczyna się ostrym, niemalże corowym numerem tytułowym. Już przyzwyczajamy się
do bezkompromisowej jazdy gitar i pochodów basu, a tu wyskakuje nam jak Filip z konopii,
reggae'owa wstawka w refrenie. I tak już będzie na całej płycie. Ostro i soczyście tak jak
w "Animalism" i "Love" lub miękko i pulsująco jak w "Good Will", "Woman" i "Żyję w tym mieście".
Jest też miejsce na wyciszenie i dawkę innej, "podskórnej" energii w "Soul Ammunition III"
i "Sleep", który dedykowany jest Kurtowi Cobainowi.
Jak widzicie sami Maleo nie odpuścił i pomimo straty genialnego kompozytora jakim był
w Houku (i jest w Kobongu) Robert Sadowski, przygotował interesujący materiał. Nie można także
pominąć udziału Ahimsiaków w tym projekcie bo swoją niezwykle plastyczną grą ubarwiają już
i tak ciekawą muzykę na "Generation X". Zwłaszcza sekcja rytmiczna gra z niezłym czujem i
słychać to głównie w reggae'owych numerach. "Jamajszczyzna" w wykonaniu Houka nie nuży jak
w większości rodzimych produkcji, bo każdy kawałek pulsuje innym rytmem, zawsze jednak tego
samego serca. Taki na przykład "Żyję w tym mieście" to wygrzebany z połowy lat osiemdziesiątych
numer Kultury, efemerycznej hybrydy grupy Izrael. Jednocześnie jest to jeden z trzech kawałków
zaśpiewanych po polsku, co do tej pory nie zdarzało się Malejonkowi. W ten sposób po raz pierwszy
słuchacze nie znajšcy angielskiego mogš posłuchać, co też ma im do powiedzenia wokalista Houka.
I trzeba przyznać, że utwory zaśpiewane po polsku zostały wybrane doskonale. Mamy więc krytykę
przemocy na ulicach naszych miast ("Żyję..."), napiętnowanie materialistycznego świata "brudnych"
pieniędzy ("Pieniądz") i szczere wyznanie wiary ("Wstań").
Nacisk na Trzy Prawdy położony jest w anglojęzycznych tekstach jeszcze mocniej. To
kolejne znamię czasu i znak, że wiara staje się od niedawna integralnym elementem przekazu muzyki
rockowej. Gdzieś zniknęła indiańskość Houka, która ustąpiła miejsca chrześcijańskiemu przesłaniu.
Mimo wszystko muzyka zespołu nadal oczarowuje swoim klimatem i wzbudza, zwłaszcza na
koncertach, duże emocje. Jest to zapewne efekt "szamańskości", która nadal się gdzie błška pomiędzy
nutami i wierszami tekstów. No to howgh i do następnej płyty.
Artur SZKLARCZYK
|