houk
 
powrót

Relacja z koncertu HOUKa
27 V 2001r Amfiteatr, Gorzów Wlkp


    Po wielu trudach i przeciwnościach (jak już bym gdzieś to słyszał) wreszcie udało się mi wraz z mini grupką przyjaciół dotrzeć do Gorzowskiego amfiteatru, gdzie przywitały nas puszczone z płytki niezbyt pozytywne dźwięki zespołu RAMMSTEIN. Przez chwilę pomyślałem, że to nie ta impreza, ale nie (chyba pan za konsolą był nie z tej imprezy). W końcu z piętnastominutowym opóźnieniem na scenie pojawił się chłopak w czapeczce, który okazał się bardzo miłym księdzem i powiedział, że koncert opóźni się jeszcze 15-min., nawiasem mówiąc to nie byłem jeszcze na żadnym koncercie, który rozpoczął się punktualnie.

    Nareszcie po półgodzinnym opóźnieniu wyszedł zespół rozgrzewający publikę pod nazwą Mosch. Chłopaki technicznie grali całkiem nieźle i gdyby włożyli w to coś swojego to odróżniliby się od całej rzeszy zespołów wiernie naśladujących METALLICE. Kiedy Mosch'e skończyli, wyszli HOUKI, krótko się przestawili i zaczęli.

    Na pierwszy ogień poszła tytułowa piosenka z najnowszej płyty EXTRA PAN. Drugim kawałkiem, który zagrali był NO TIME TO LOSE z albumu Transmission Into Your Heart. Trzecim był I'M ON THE ROCK, po którym zwolnili i zagrali piosenkę, która jest wykonywana chyba tylko na koncertach, czyli ŚWIĘTY SZCZYT z repertuaru Brygady Kryzys. Co ciekawe to bardzo mi się podobały gitary, które momentami przypominały drumlę, a perkusja niekiedy z echem, taki fajny reggaeowy kawałek, który pod koniec przeistoczył się w ska, a na końcu w ostrego punka. Po tym krótkie przestrojenie gitar i polecieli na ZION z płyty Extra Pan. Jako szóstą i siódmą piosenkę zagrali LOVE i WSTAŃ z Generation X, po których zwolnili i zagrali drugie reggae na tym koncercie czyli LOVE IS ANSWER z ostatniej płyty. Później znów przyspieszyli i zagrali PIENIĄDZA i PROSTYTUTKI I ZŁODZIEJE. Jak Maleo powiedział, że PROSTYTUTKI I ZŁODZIEJE nie chcieli puścić w programie Rower Błażeja to doszedłem do wniosku, że ja temu Błażejowi źle nie życzę, ale żeby mu się łańcuch skończył, a tytuł tej piosenki bardzo by do niego pasował. Jak skończyli czadować przy tych piosenkach przyszedł czas na odpoczynek i reggaeowe (choć nie do końca) WOMEN, które Sławek zadedykował Justynie. Zgodnie z zasadą, że po każdej wolniejszej pieśni musi być szybsza zagrali (SPIRITUAL) REVOLUTION z płytki Transmision... Później znów cudne reggae w postaci ŻYJĘ W TYM MIEŚCIE (tu Maleo przedstawił cały zespół) i wplecionym pod koniec REDEMPTION SONG Boba Marleya, który miał być ostatnim kawałkiem tego koncertu, jednak ludzie się tak fajnie bawili włącznie z księżmi i zakonnicami (te z nowicjatu poszły nawet w pogo), że na bis zagrali TRANSMISION INTO YOUR HEART i skończyło się. O żadnym niedosycie nie mogło być mowy bo zaraz po HOUKu grała druga gwiazda tego wieczoru, ale to już inna historia...

Małcin

Nowości na stronie
Skad zespołu
Historia
Wywiady i recenzje
Teksty utworów
Fotografie
Audio i wideo
Koncerty
Linki
Maleo Reeggae Rockers
Tabulatury
Kontakt
Ksiega gosci
Statystyki