houk
 
powrót

Egzorcyzmy w Tower Building

Relacja z koncertu HOUKa 16 XI 2001r, Łódź


16 listopada 2001 roku, tuż po godzinie 19, gdzieś w zapadłym kącie przemysłowej Łodzi. Ponura hala fabryczna: jakieś 25 na 25 metrów; łukowate sklepienie, pod którym podpięte na metalowych linach wiszą surowe lampy, z żarówkami osłoniętymi drucianymi kratami; niewielkie okienka tuż pod sufitem zasłonięte czarną folią; białe, obskurne ściany; nierówna podłoga z surowego cementu. Pewnie z dziesięć lat temu dudniły tu jeszcze maszyny włókiennicze, dzisiaj będzie tu dudnić inna muzyka, choć w podobnym rytmie. Przede mną, na frontowej (chyba), gołej ścianie wisi samotna, obnażona żarówka, ale nie świeci, a pod nią, trochę na prawo duży krzyż z wizerunkiem Jezusa Chrystusa, a jeszcze bardziej na prawo, tuż obok, niewielki, ale bardzo dobrze stąd widoczny kwadratowy, biały transparent z prostym, czerwonym napisem: „Zmartwychwstał Pan, Alleluja!”. Poniżej – scena. Nie wiem jak wygląda, bo zasłania mi tłum dzieciaków, ale mogę się domyśleć, że tak samo obskurnie, jak wszystko wokół. Widzę tylko po obu stronach ścianę z głośników, stojak z mikrofonem i perkusję.

Nieduża sala jest prawie pełna, więc na wszelki wypadek trzymam rękę w kieszeni na swoim portfelu, mam nadzieję, że niepotrzebnie, ale takie teraz czasy niepewne. A dookoła kwiat łódzkiej młodzieży. Średnia wieku może 16 lat. Pod ścianą stoi kilku pierników, między innymi ja, trzydziestopięciolatek. Co ja tutaj robię? Rozglądam się dyskretnie, czy nikt dziwnie na mnie nie patrzy, gdyż przez chwilę mam wrażenie, że jestem wśród tego tysiąca osób najstarszy. Ale na szczęście nie, jest ktoś jeszcze, kto musi pamiętać nie tylko Gierka, ale nawet Gomółkę – facet na scenie. Wszedł tam przed chwilą i teraz krzyczy do mikrofonu. Sympatyczny, łysiejący gość w okularach. Wita serdecznie zebranych i anonsuje występ zespołu Houk. Na początku zachowuje się jak typowy zapowiadacz koncertów dla tych, co to nie wierzą nikomu, kto ma więcej niż 25 lat, tzn. wydaje bojowe zawołania w stylu: „łaouu!” i używa wyrażeń takich jak, „dawać czadu”. A potem nagle woła: „Cieszcie się! Radujcie się! Pan zmartwychwstał! Pan jest blisko! Alleluja! Darek Malejonek i Hoooouk!!!” Schodzi ze sceny, na którą tymczasem wbiega drugi starszy ode mnie na tej imprezie człowiek (co za ulga)  – Maleo, przeciska się przez tłum i staje niedaleko  mnie, przy konsoli. Gdybym miał słaby wzrok, dopiero teraz mógłbym dostrzec pod jego szyją koloratkę, jedyny fizyczny znak jego kapłaństwa w tym momencie. Dzięki Bogu wzrok mam jeszcze dobry,  więc od razu go poznałem, no bo w końcu „żyję w tym mieście już tyle lat” i wiem, że to ksiądz Waldemar Sondka, organizator łódzkiego Festiwalu Kultury Chrześcijańskiej.

Tegoroczny festiwal jest już piątym z kolei. Wszystkie przygotował pod kierunkiem księdza Waldemara teatr Logos działający przy Kościele Środowisk Twórczych. Dzisiejszy wieczorny koncert to już właściwie finał tegorocznego cyklu koncertów, widowisk i przedstawień. Tłumek oczekujący przed wejściem do byłej fabryki troszkę mnie zaskoczył i zaniepokoił, czy aby dostanę się do środka (nie mam przecież zaproszenia – rozeszły się w okamgnieniu), ale wpuścili mnie i nie stratowali; w ogóle obyło się bez ofiar. Tak więc - finałowe mocne uderzenie. Jak w poprzednich latach, kiedy grały: Armia i 2Tm 2,3.

Ściana głośników wreszcie obudziła się:  łup, łup, łup, łup. Akustyka nie jest mocną stroną tego obiektu. Wierzę, że ściany - tak, bo muzyka do najłagodniejszych nie należy; czuję, że wywołała u mnie chwilową arytmię serca. Co innego smarkateria pod sceną. Z pierwszymi dźwiękami uwertury jeziorko głów wzburzyło się, żeby w sekundę później zamienić się w ryczące fale, skaczące na metr w górę z każdym łup, łup, łup. Rozpoczęło się rockowe egzorcyzmowanie. Egzorcyzmowanie - właśnie tak mi się to skojarzyło. Gdyby śpiewał Mietek Szcześniak, może nazwałbym to modlitwą, ale to co wydał z siebie Houk, przypomina raczej ciężką walkę dobra z siłami ciemności. Czy te ostatnie są na tej sali? Tego nie wiem i pewnie się nie dowiem. Ale ostrożności nigdy dosyć. Na dodatek, na scenie pokazał się gęsty dym, niby zwyczajny atrybut ostrych koncertów, lecz u mnie spotęgował wrażenie zmagań z siłą nieczystą.

Maleo, bardzo żywiołowy, jak zwykle, skacze na scenie, aż gubi kabel od mikrofonu. Występ składa się z kawałków różnego kalibru; ostra młocka, z której przebija tylko zdecydowany rytm i niezrozumiały wokal, przeplata się z łagodnym kołyszącym reggae, gdzie  nareszcie można coś zrozumieć z tekstów. Kapela łoi aż miło, struny pękają lub rozszerzają się z gorąca, choć na zewnątrz tylko 5° C. Można rozpoznać znane kawałki z ostatniej, "Extra Pan" i poprzednich płyt zespołu: Woman, Transmission Into Your Heart, Żyję w tym mieście, Children Of The Revolution, Prostytutki i złodzieje, Love. Miłość, miłość, miłość, miłość, skanduje Darek (wprawdzie po angielsku – ale cóż, żyjemy w globalnej wiosce podobno). Dziwnie brzmi to słowo w tym tempie i tym rytmie, a do tego w takim postindustrialnym wnętrzu. Bardziej pasuje do tej scenerii tekst wcześniej wymienionego utworu, który frontleader opatruje pocieszającym komentarzem, że nawet dla największego grzesznika może być przebaczenie.

Publika śpiewa razem z Maleo, w pewnym momencie jeden młodociany Rastaman nawet zastępuje przez parę wersów wokalistę. Muzyka powoduje, że niektórzy słuchacze zaczynają fruwać. Co trochę jakaś sylwetka chłopaka lub dziewczyny przesuwa się wolno ponad głowami tańczących w rytm muzyki. Lżejszym latanie przychodzi łatwiej, niż tym, którym natura nie poskąpiła, ale i ci galancie lewitują. Musi to być niezła frajda, bo mimo potu zalewającego ciała i ryzyka niekontrolowanego lądowania na betonie, młodzi ptacy startują wciąż od nowa, próbując raz stylu grzbietowego, raz brzusznego. Zachęcony przykładem piskląt, do lotu zerwał się sam ksiądz Sondka. Gospodarza dzisiejszej hecy fale unoszą chętniej i pewniej niż pozostałych i, wierzcie mi, naprawdę mnie zachwycił widok lecącego w przestworzach księdza Waldemara, z rozpostartymi ramionami, z szerokim uśmiechem, szczęśliwego i ufnego jak dziecko.

Houk dwa razy wraca na scenę. Jeden z młodych słuchaczy zachęca pozostałych do odśpiewania sto lat zespołowi. Kiedy przechodzi do „Niech mu gwiazdka pomyślności nigdy nie zagaśnie” słychać odpowiedź Darka Malejonka: „nigdy nie zagaśnie Gwiazda Betlejemska”. Słowa Ewangelii  obecne są tutaj stale. I w tekstach piosenek, i we wstawkach, które lider kapeli wygłasza w przerwach między utworami. Słuchacze też zdaje się wiedzą po co tu przyszli. Setki gardeł wrzeszczą w odzewie: „Jezus jest Panem” i żeby nie było wątpliwości dodają: „pieniądz nie jest moim panem”, śpiewając razem z Houkiem jeden z popularniejszych kawałków. Zważywszy, że wszystkie koncerty tego festiwalu są darmowe, nie brzmi to fałszywie, przynajmniej w ustach Maleo. Publiczność, co stwierdzam z miłym zaskoczeniem, nie jest przypadkowa. Wielu nosi T-shirty z grafiką z ostatniej płyty na piersi i tytułem piosenki z tejże na plecach “Children Of The Revolution” (istotnie,  wiek większości słuchaczy wskazuje, że mogą być takimi dziećmi rewolucji z 1989 roku), inni mają koszulki z 2Tm 2,3, co świadczy, że są to świadomi fani tej muzyki. Poza paroma postaciami snującymi się bez celu wszerz i w poprzek hali nikt nie trafił tutaj, jak mniemam z zachowania, bez powodu. Czy tym powodem jest tylko wysłuchanie czadowej muzyczki? Dla części pewnie tak. Jednak patrząc na tańczącą wspólnotę, wśród której widzę również młodych kleryków skaczących razem z innymi w samych koszulach, czerwonych na twarzy ze zmęczenia i emocji, myślę, że nie tylko. No bo nie tylko z powodu muzyki trafiła tu chyba ta pani w średnim wieku (tak, tak, okazuje się, że jest tu więcej starszyzny), podrygująca tak jak wszyscy. Tu musi być coś więcej, niż sama muzyka, która jest wprawdzie świetna i rajcowna, ale  nie genialna i nie zawsze oryginalna – wiele kapel gra przecież podobnie.

Cóż więc prócz tego? Ano jest jeszcze przekaz zawarty w tekstach, jest intencja muzyków i jest wspólnota grających i słuchających, wespół tańczących i śpiewających. Wszystko to skupione wokół tych samych wartości, wśród których jedna naczelna, nie ma wątpliwości - Jezus Chrystus, nadaje muzyce nową jakość i wzbogaca ją . No bo już dawno temu powiedziano, że piękno i dobro są nierozerwalnie ze sobą związane; dobro jest piękne, a piękno nie może być złe.

A wszystko to filmuje nawet jakaś telewizja obecna na scenie. Obok mnie także kamera video, ale chyba do bardziej prywatnej filmoteki, podziemnej. Nie spodziewam się relacji w telewizorze, w porze najlepszej oglądalności, o ile w ogóle będzie jakaś. Na tę porę telewizja rezerwuje inne gwiazdy niż Gwiazda Betlejemska. Być może kaseta powędruje gdzieś do archiwum, żeby opowiedzieć kiedyś potomnym, jak to dwudziestopierwszowieczni Chrześcijanie w Polsce spotykali się w katakumbach na koncertach, by móc krzyknąć z całej piersi - Jezus jest moim Panem! Teraz co poniektórzy nie uwierzyliby, że takie scenki mają miejsce i że uczestniczy w nich najbardziej buntownicza część populacji.

Zbliża się koniec. Stos kurtek z ławki w kącie wędruje na spocone grzbiety nastolatków. Kwiaty dla członków zespołu.  Prośba o kulturalne opuszczenie tej twierdzy (budynek nie wiedzieć czemu nosi nazwę Tower Building, a jego położenie oraz wygląd zewnętrzny i wewnętrzny faktycznie może rodzić skojarzenie z katakumbami) i koniec. Rzeczywiście, jak prosił ksiądz, nie było tankowania na sali, nie było palenia, a dzieciaki, nie licząc co nieco szamańskiego, ekstatycznego tańca i latania bez licencji pilota, zachowywały się jak aniołki. Chciałbym wierzyć, że jutro i pojutrze, poza tą jaskinią grzmiącą dźwiękiem trąb jerychońskich i czujnym okiem ojca Waldemara, też będą aniołkami. Czemu nie? Po takich egzorcyzmach - dobrowolnie i pobożnie odprawionych.

Muszę podziękować za te wspaniałe egzorcyzmy, za radość i siłę płynącą z muzyki. Dobrze, że jest taka kapela jak Houk, dobrze, że możemy oglądać i słuchać Maleo, który wydaje się bardziej młodzieńczy niż jego fani, dobrze, że są takie dzieciaki, jak te, które widziałem w Tower Building. Dzięki nim, a przede wszystkim  dzięki Temu, który, jak sądzę, był cały czas z nami tam na Łąkowej i nie tylko tam, każdy może fruwać. 

Yerzoo
17.11.2001

http://www.egzorcyzmy.hg.pl

Nowości na stronie
Skad zespołu
Historia
Wywiady i recenzje
Teksty utworów
Fotografie
Audio i wideo
Koncerty
Linki
Maleo Reeggae Rockers
Tabulatury
Kontakt
Ksiega gosci
Statystyki