 |
|
|

Tylko Jezus jest w stanie przełamać moją ciemność
Wypowiedź Darka Malejonka w ESPE.
Jezus Chrystus jest Panem i Zbawicielem - Co to dla
mnie znaczy? Mylę o dwóch rzeczach. Jezus Chrystus jest Panem i Zbawicielem,
to znaczy przede wszystkim jest Panem, czyli tym, który daje życie, który
stworzył mnie i to stworzył jako dziecko Boże. Wiem, że bez Niego nie jestem
w stanie po prostu żyć. On mnie stwarza w każdej sekundzie mojego życia. Bez
Niego mogę tylko uciekać, tak jak kiedy to robiłem. Kiedy jestem w takiej
ontologicznej śmierci, czy ontycznej, uciekam w namiastki życia, to znaczy w
to, co niby daje pieniądz, sława, seks, pozycja, władza. Natomiast jeśli po
prostu rozpozna się w Jezusie Chrystusie Pana Kosmosu, to wtedy człowiek zdaje
sobie sprawę, że to w Nim jest wszystko, że to On daje życie, że tego życia
nie można znaleźć w niczym innym i że to wystarcza. Jest jeszcze drugi człon
stwierdzenia: On jest Zbawicielem. Ale jeśli jest Zbawicielem, to ja muszę
najpierw doświadczyć tej śmierci, żeby On miał mnie z czego zbawić. Bo jeżeli
ja się jako zainstalowałem, czuję się świetnie i jest mi dobrze, to nie
jest mi potrzebny Zbawiciel. Dopiero, kiedy jestem właściwie na pół martwy,
kiedy się miotam, nie mogę znaleźć swojego miejsca, kiedy jestem chory,
kiedy jestem biedny - nie mówię już w tym momencie o mnie, lecz o
potencjalnych sytuacjach życiowych, kiedy na przykład umarł mi kto bliski,
wtedy dopiero mogę zobaczyć swoją słabość, swoją nieporadność, swoją
kompletną niemoc. I wtedy jasno widzę, że mi jest potrzebny Zbawiciel, że mi
jest potrzebny Ktoś, kto wejdzie w moje życie i jest w stanie przełamać moją
ciemność, kto jest w stanie wejść w moje wnętrze ze swoim światłem. I tym
kim jest właśnie Jezus Chrystus, który jako jedyny ma moc to uczynić. I On
jest w stanie wydźwignąć mnie z moich upadków.
Inna rzecz, że ja mogę się
poczuć grzesznikiem, to znaczy, że jest dla mnie miejsce, że Pan Bóg mnie
akceptuje jako grzesznika. Nie akceptuje mojego grzechu, ale akceptuje mnie, bo
On sobie zdaje sprawę, że ja nie jestem w stanie o własnych siłach się z tego
grzechu podnieć. I tu jest sprawa kolejna, czyli Kościół; ja teraz wiem, że
właśnie w Kościele jest miejsce dla grzesznika, że Kościół jest miejscem,
w którym ja mogę być, bo Pan Bóg mi dał taką arkę. Jak w przypowieści o
miłosiernym samarytaninie, Pan Bóg na swoim grzbiecie mnie niesie do gospody,
jakby właśnie do Kościoła, gdzie kapłan mnie pielęgnuje Słowem Bożym i
Ciałem Pańskim. Właśnie Eucharystia czy liturgia Słowa Bożego to jest co,
za pomocą czego Bóg leczy mnie z moich zranień, z moich słabości. Widzę po
prostu, że bez uznania siebie grzesznikiem nie mógłbym w ogóle za Jezusem pójść.
Kiedy wydawało mi się, że Ja jestem panem samego siebie, że jestem w stanie
prowadzić swoje życie, kreować siebie, kreować wiat wokół mnie, ale okazało
się to iluzją i właściwie dopiero kiedy upadłem, to mogłem doświadczyć
miłości Boga. W Apokalipsie jest list do którego ze zborów - Myślałeś,
że jesteś kim, że jesteś taki i taki, ale jesteś nagi, jesteś nędzny i ja sobie
zdałem z tego sprawę.
Dla przykładu: ja nie mam charyzmatu ojca, zupełnie nie mam charyzmatu ojca.
Znam ludzi, którzy świetnie radzą sobie z dziećmi; umieją im organizować zabawy
i to jest dla nich bardzo proste. Ja mam trójkę dzieci i nie umiem tego robić,
po prostu kompletnie się nie nadaję na ojca. A jednak Pan Bóg mnie uczynił
ojcem i On mnie uzdatnia do tego, żebym tym ojcem był. To jest niesamowite,
bo to jest dla mnie bardzo trudna rzecz, ale ja wiem, że o własnych siłach
bym kompletnie nie dał rady. I tak samo małżeństwo; to jest taka sprawa,
której ja jako egoista, absolutnie nie mogę sprostać: żeby patrzeć na
drugą osobę, żeby oddawać siebie, żeby umierać dla niej, żeby być wrażliwym
na potrzeby drugiej osoby, rezygnować ze swoich pragnień na rzecz drugiej osoby.
To po ludzku dla mnie jest niemożliwe, ale Pan Bóg działa w taki sposób, że po
dziesięciu latach naszego małżeństwa widzę, że właściwie dopiero teraz
zaczynam kochać moją żonę, zaczynam kochać swoje dzieci... Naprawdę kochać,
nie afektywnie, nie na zasadzie, że one są jakim przedłużeniem moich
aspiracji, których kiedy nie mogłem zrealizować (nawet piękna żona też może
być czymś takim). Widzę jednak, że Pan Bóg dopiero teraz mi pokazał, że
mogę kochać drugiego człowieka, mogę kochać swoją żonę i widzę, że
jest to dopiero początek.
Darek Malejonek
|
|