Dlaczego tak długo musieliśmy czekać na nową płytę Houku?
Od ukazania się poprzedniej, Generation X, upłynęło blisko pięć lat...
- Głównie spowodowały to zmiany składu. W pewnym momencie zostaliśmy
bez sekcji rytmicznej: Tomik stał się manażerem Kayi, a Miro
wyjechał na stypendium do Niemiec. Basistę szybko znaleźliśmy,
natomiast nie jest tak łatwo w Polsce o dobrych perkusistów...
W końcu zgłosił się Ślimak (bębniarz Acid Drinkers - przyp. wk),
który był fanem Houku od długiego czasu. Świetnie dopasował się
do zespołu i dużo wniósł, bo na tej płycie pokazał się od takiej
strony, której w Acidach nie mógł pokazać. Gra w bardzo różnych stylach.
Album Extra Pan to to - jak dla mnie - po prostu kolejna udana
płyta w stylu Houku: od najprawdziwszych rockowych czadów po reggae. Ale są
też pewne niespodzianki, poczynając od tytułowego utworu z "czeskim" tekstem
i chwilami zeppelinującej Pułapki...
- Tym razem zostawiłem większą swobodę kapeli. Gruby i Bolek wnieśli
dużo pomysłów kompozytorskich. Mimo wszystko wyszła nam spójna płyta,
a duch Houku faktycznie jest obecny. Nowy materiał powstawał - jak to
kiedyś, w początkach tej grupy było - przy okazji koncertów.
Może coś jeszcze o tytułowym Extra Panu?
- To trochę taki "protest song" przeciwko eksperymentom genetycznym,
klonowaniu ludzi. Ale nie chciałem zrobić tego numeru tak poważnie,
smutno. Połączyłem różne czeskie słowa, hasła, które słyszałem
w swoim życiu.
Także w poważniejszy sposób przypomniałeś na tej płycie o swych
kontestratorskich skłonnościach, jednak już taki tekst jak Prowadź mnie
świetnie pasowałby do innego zespołu, z którym również jesteś kojarzony - 2TM2,3
- Ale na pewno jest inaczej niż w Tymoteuszu. Nie jest to muzyka
ewangelizacyjna. Ta płyta to moje obserwacje i opinie. Oczywiście,
wszystko przez pryzmat mojej wiary...
Która grupa jest dla ciebie ważniejsza?
- Był taki moment zastoju w Houku, ale ten zespół nigdy nie przestał
być dla mnie ważny. Teraz, gdy wyszła płyta, Houk jest moim najważniejszym
projektem, bo zawsze najważniejsze jest dla mnie to, co akurat realizuję.
Ale bardzo ważne pozostają Tymoteusz i Arka Noego. Ja zawsze grałem w kilku
kapelach na raz. Mam bardzo dużo pomysłów i nie jestem w stanie zrealizować
ich wszystkich w jednym zespole... W Arce Noego występuję ze swoimi dzieciakami.
Dlatego to dla mnie wielka sprawa. To niesamowite, że Litza, ja i Ślimak
możemy jeździć w trasy z rodzinami - trochę tak jak za czasów hippisowskich
Grateful Dead. Bardzo lubię takie życie. Dla mnie dom jest tam, gdzie
jestem z moimi bliskimi.
Rozmawiał: Wiesław Królikowski