Wywiad z Tadeuszem Kaczorowskim, basistą HOUKu (patrz skład) zaczerpnięty z Super Expressu (10 marca 1993r.)
Na 27. Międzynarodowych Targach Muzycznych „Midem” w Cannes HOUK
zagrał jako jedyny zespół z Polski. Historia tej warszawskiej kapeli jest krótka.
Grupa powstała w 1990r. W lecie 1991r. zarejestrowała materiał na debiutancką
płytę, zatytułowaną „Soul Ammunition”. Kolejne nagrania mają ukazać
się w tym roku (1993 przyp. Grzecho). Dziś naszym gościem jest basista grupy !
Tadeusz Kaczorowski.
— Przed kilkoma dniami zespół Houk wrócił z Finlandii, czy
są jakieś muzyczne efekty tej podróży?
— Zagraliśmy tam cztrey koncerty w najlepszych klubach Helsinek. W Tampere graliśmy
w klubie o bardzo trudnej nazwie - kiedyś występował w nim Bob Marley i The Clash.
Muzyczne efekty? Oprócz koncertów nasz wyjazd związany był z premierą filmu „The
Last Border” w reżyserii Miki Kaurasmäki, do którego wykorzystano naszą muzykę
z pierwszej płyty. Ciekawostką jest fakt, że reżyser wcześniej chciał wykorzystać muzykę
Metalliki, ale kiedy w Polsce usłyszał Houk, oszalał na naszym punkcie.
Film pokazany zostanie na ekranach 38 krajów, w Polsce dopiero jesienią.
— Darek Malejonek - wokalista grupy - przed wyjazdem mówił,
że jedziecie do Finlandii nakręcić videoklip. Udało się?
— Mamy film i wszelkie potrzebne materiały. Teledysk chcemy zmiksować tu na miejscu.
To są plany.
— Czy wiadomo już, jakie korzyści przyniósł zespołowi Houk wyjazd
na „Midem”?
— Bardzo duże. Dostaliśmy od MTV propozycję wyjazdu do Londynu i nagrania
tam teledysku bąd programu telewizyjnego, albo równocześnie obu. Jak będzie,
to zobaczymy. Mamy różne propozycje, o których nie chciałbym mówić, bo nie ma
jeszcze o czym. Bardzo dobra reklama spowodowała, że w lecie pojedziemy na rockowe
festiwale do Francji, Belgii.
— Co daje grupie Houk współpraca z jeansowym potentatem,
jakim jest firma Levis?
— Nie daje nic! W tej chwili jest właściwie zakończona. Polegała ona na tym,
że graliśmy na ulicy, reklamując otwarcie sklepów w różnych miastach. Oni wynajmowali
sprzęt i scenę, my przyjeżdżaliśmy, graliśmy, i to było wszystko.
Do września mamy podpisaną umowę i kiedy poproszą nas o granie, to będziemy grać.
Trudno to nazwać warunkami. Wszystko trzeba uzgodnić od nowa. Jest zima, nie gra się
koncertów na ulicy.
— Drugą płytę wyda wam Bass Records, dlaczego zmieniliście
wytwórnię?
— Z niemiecką firmą SP-Records mamy na pieńku. Druga płyta zatytułowana
„NATURAL WAY”, jest bardzo mocna, rockowa i dynamiczna. Na rynku będzie
dostępna w kwietniu.
W krakowskim radiu RMF jest przygotowana kampania, dzięki której, za pomocą
satelity, Houk będzie można usłyszeć w całej Europie.
Będziemy gwiazdami koncertów półfinałowych konkursu Malboro Music. Być może
zagramy też na koncercie finałowym, choć jeszcze nie wiem.
— Bardzo często mówi się, że gracie jak Nirvana. Czy was
też urzekły klimaty Seattle?
— My gramy w warszawskich klimatach. To jest muzyka, która wynikła z naszej
naturalnej potrzeby, naturalnego czucia. Kiedy nagrywaliśmy pierwszą płytę, nikt
jeszcze wtedy nie słyszał o Seattle.
Rozmawiała: Agnieszka M. Szmidt