houk
 
powrot

Od dzisiaj już stój
na swoich własnych dwóch nogach!

Wywiad z Darkiem Malejonkiem po koncercie w Łodzi 16 XI 2001 zaczerpnięty z serwera http://www.bosko.pl


  • Darku, spotkałem się z opinią, że Houk zagrał na festiwalu Woodstock, bo jako jedyny z kapel grających w klimatach Armii czy 2Tm2,3 nie zamknął się do tej pory w tzw. "chrześcijańskim getcie".
    MALEO:
    Zgadzam się z tobą! My nie chcemy się zamykać! Houk jest zespołem, który robi taką preewangelizację. Dociera do ludzi z tak zwanego "pogranicza", gdy już np. 2 Tm 2,3 jest konkretnie postrzegany jako zespół chrześcijański - Houk jeszcze nie. I to jest właśnie dobra okazja, by ludzi z "pogranicza" jakoś gromadzić.
  • Odnoszę wrażenie, że po nawróceniu się waszej ekipy, to znaczy Armii, Houk, Litzy z Acid Drinkers i innych, ewangelizacja w środowiskach, z których się wywodzicie, straciła jakby na sile.
    MALEO:
    To wszystko jest bardzo trudne. Próbujemy robić, co możemy, np. No Longer Music grał ostatnio koncert na Squotcie "Rozwrat" w Poznaniu, ale odbiło się to bardzo słabym echem, mało ludzi i tak jakoś ... Ewangelizacja w tych klimatach jest bardzo trudna, bo to są ludzie, którzy identyfikują się z silnymi ideologiami i są na nie mocno zakręceni: jakaś tam ekologia, wegetarianizm, antyglobalizm ... Ewangelizowanie jest wtedy trudne.
  • Robiąc przed salą ankietę pt. "Jak ci się podobało na koncercie?", spotkałem starszego gościa, który był jednym z pierwszych uczestników polskiej punkowej rewolucji lat osiemdziesiątych. On stwierdził, że twój przekaz jest dla niego niewiarygodny. Arka Noego - tak, ale to, co mówi Malejonek, to lipa.
    MALEO:
    To normalne. Nie każdy musi przyjąć to, co staram się głosić. Każdy ma wolną wolę. Z drugiej strony potwierdza to starą prawdę: "Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju". Jeśli ktoś ciebie znał wcześniej i widzi ciebie teraz na innym etapie, a on sam został na tym samym, to mu jest trudno to wszystko zrozumieć, co u ciebie zaszło, bo nie zna motywów, przyczyn i tak dalej... Podejrzewam, że gdyby "kolo" spotkał się ze mną osobiście i pogadał, to byłoby inaczej.
  • No właśnie, a jak zareagowali Twoi starzy załoganci na tę metanoję. Co sądzi o tym, jak aktualnie żyjesz i w co wierzysz, Twój kolega z Moskwy "Guma". Czy nie uważa, że cię "powaliło" czy coś w tym stylu?
    MALEO:
    No nie, on sam poszedł w stronę duchowego rozwoju, ostatnio zagłębiał się w jakimś rodzaju Yogi. Nie wiem, na jakim etapie jest teraz, ale życzę mu jak najlepiej.
  • Twoja przeszłość to nie tylko Moskwa czy Houk, ale wiele innych kapel. Nie wiem, czy wiesz, ale przynajmniej kilka starych punkowych grup, które zaczynały u źródeł polskiego punk rocka, znów po długim czasie niegrania powraca na scenę, że wymienię tu chociażby Abbadon, który zaskoczył wszystkich swoim powrotem. Co sądzisz o tym zjawisku?
    MALEO:
    Nie wiem, jak to jest, trudno jest mi oceniać. Jeżeli jest to w dobrej wierze; jeżeli chłopaki chcą grać znowu, bo na przykład nudzi im się życie złożone tylko z pracy i telewizji i chcą się jakoś zrealizować, to chyba dobrze, że to robią. Jeśli ktoś już coś grał, to "ciągnie wilka do lasu". Być może ma to też jakiś podtekst finansowy, kto wie ... Ale nie chcę nic więcej mówić, bo od ich powrotu do muzyki jeszcze nie spotkaliśmy się.
  • Słyszałem, że byłeś z No Longer Music na Jamajce. Jakie są twoje wrażenia z pobytu w kraju, w którym zrodziło się ska i reggae, w sumie Twoja ulubiona muzyka.
    MALEO:
    To było spełnienie jednego z największych marzeń mojego życia. Być w miejscu, gdzie narodziła się muzyka reggae to już coś, a dodatkowo grać reggae na wyspie, gdzie urodził się Bob Marley, i - co najważniejsze - głosić tam Chrystusa, to jest po prostu total !
    Nie rozczarowałem się. Na Jamajce sytuacja kulturowo-religijna jest bardzo trudna. Są tam jakby takie dwa światy: "świat chrześcijański" zdominowany przez Kościół zielonoświątkowy i "świat rastafariański". Jeden jest bardzo korzenny, afrykański. Ludzie, którzy są rastafarianami, chodzą ubrani jak Afrykańczycy, mówią slangiem, noszą dredy, palą trawkę itd. Natomiast chrześcijanie tworzą oddzielne getto. Ubierają się, czeszą, mówią jak Europejczycy, stanowią jakby wyższą kastę. Jeśli ktoś przyjmuje tam Jezusa, musi się od razu odciąć od starego życia. U nas jest inaczej: wchodzisz taki, jaki jesteś, i dopiero Pan Bóg robi pracę nad tobą. W neokatechumenacie, do którego należę, jest tak: wchodzisz, słuchasz słowa, uczestniczysz w liturgii Eucharystii, Słowa, i to właśnie Słowo działa w tobie. Oczywiście są tacy, którzy przeżywają mocno pierwsze nawrócenie i są w stanie zmienić swoje życie z dnia na dzień, ale takich jest, podejrzewam, niewielu.
    Dla rastafarian, dla których palenie trawki czy noszenie dredów jest czymś normalnym, nagłe zerwanie z tym wszystkim jest barierą, często nie do przejścia. Dlatego David z No Longer głosił tam słowo, w którym mówił, że nie trzeba tak od razu zmieniać się zewnętrznie. Ważne jest to, by Jezus miał szansę zmienić serce.
  • Publiczność na koncercie w Łodzi

  • Sposób, w jaki wypowiadasz się o pobycie u źródeł reggae, świadczy, jak bardzo ważna jest dla Ciebie muzyka. Jaką rolę pełniła ona w twoim życiu przed nawróceniem, w momencie nawrócenia i po nawróceniu.
    MALEO:
    Długie pytanie... w sumie trzy w jednym. Generalnie muzyka jest świetną formą alienacji. Człowiek jest idolatrą, jest w stanie wszystko zmienić w idola, w bożka. Dla mnie muzyka była właśnie czymś takim. Uważałem, że należę do lepszej kasty, bo grałem muzykę niezależną. Była to muzyka z przekazem i byłem przekonany, że jest to lepsza muzyka od tej o pierdołach w stylu "Jak się masz, kochanie?". Tylko to była jakaś pycha. Dzisiaj wiem jednak, że w ten sposób Pan Bóg pokierował mnie do muzyki, przez którą doszedłem do spraw duchowych. To był przede wszystkim Bob Marley. U niego pierwszy raz zobaczyłem żywą Biblię: cytaty z niej, psalmy, które w oprawie reggae wydały mi się bardzo atrakcyjne. Teraz wiem, że była to bezpośrednia droga do Jezusa, bo otworzyła mnie na jakąś duchowość. W 1987 roku, kiedy do Polski przyjechał zespół No Longer Music, w Jarocinie z ich ust usłyszałem pierwszy raz kerygmat mówiący o tym, że jestem grzesznikiem, a mimo to Jezus mnie kocha. I tak się wszystko rozpoczęło !
  • A później...
    MALEO:
    No później... Wiesz, można być idolatrą z Panem Bogiem, można być księdzem czy biskupem i nie wierzyć, a tym bardziej muzykiem rockowym i mieć swojego bożka lub stać się bożkiem dla innych. Oczywiście największym idolem jest pieniądz.
    Ja miałem zawsze syndrom "Piotrusia Pana", czyli kogoś takiego, kto fruwa, żyje łatwo, lekko, bez zobowiązań, alienuje się od rzeczywistości, nie poczuwa się do żadnej odpowiedzialności... Starość była dla mnie nie do przyjęcia, kojarzyła mi się z życiowym bezsensem, podobnie małżeństwo. Muzyka rockowa sprzyja takiej alienacji, bo cały czas jeździsz, dajesz koncerty, jesteś z dala od rodziny, zarabiasz pieniądze na dom i wszystko się niby zgadza... Ale wiesz, że coś jest nie w porządku. Pan Bóg i z tego mnie wyciągał... i wyciąga do tej pory. Przełomem na tym polu było zaproszenie mnie przez Litzę do Arki Noego, w której znaleźliśmy się całą rodziną. Zjeździliśmy razem dwie trasy. Jeśli jeździsz z całą rodziną, to jest to zupełnie inaczej, niż samemu. Dlatego jest to super doświadczenie dla mnie. Teraz np. widzę, że nie chciałbym grać jakichś długich tras koncertowych kosztem rodziny.
  • Czyli przede wszystkim rodzina...
    MALEO:
    Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, ale rodzina jest zaraz po Nim.
  • Aktualnie w Europie jest moda preferująca posiadanie jednego dziecka (jeśli już!) w rodzinie, na które najlepiej decydować się po trzydziestce. Zaczyna się to również w Polsce. Co powiesz na to Ty, tata kilku pociech i głowa rodziny.
    MALEO:
    Dzieci są niemodne... no bo po co? Jeśli nie ma Boga, to po co dzieci? Jaki jest sens brania na siebie krzyża wychowania, skoro na to trzeba oddać swój czas, poświęcić się? A zamiast tego możesz przecież oglądać sobie Big Brother'a albo coś innego... A tu trzeba po nocach nie spać. Po co?
    Takie myślenie rozumiem bardzo dobrze. Jeśli nie ma Boga, to dzieci są zbędne, rodzina jest zbędna. Po co się wiązać, po co umierać dla drugiej osoby? Myślę więc, że chrześcijanie dlatego mają dużo dzieci, bo są otwarci na życie, które daje Pan Bóg.
    Na przykład we Włoszech Droga (Neokatechumenat - dop. red.) jest bardzo silna, jednak i tam patrzą na ludzi, którzy mają dużo dzieci i w dodatku żyją szczęśliwie, jak na wariatów. Wytykają ich palcami, pukają się w czoło, ale mimo wszystko jest to jakieś świadectwo. Świadectwo, że jest Pan Bóg. Bo jeśli ktoś ma szóstkę dzieci i jeszcze nie zwariował czy nie wpadł w alkoholizm i nie targa się na sznur, tylko sobie żyje w miarę normalnie i jest szczęśliwy, to chyba znaczy, że w tym wszystkim musi być Pan Bóg.
  • No dobrze, ale dużo moich znajomych wraca bardzo oburzonych z kościoła, w którym usłyszeli z ambony od księdza, że mają mieć dużo dzieci.
    MALEO:
    Bo to jest moralizowanie. Nie można ludziom mówić, że mają mieć dużo dzieci - bo to jest głupota. Jak możesz powiedzieć człowiekowi martwemu "weź i wstań"?
    Publiczność na koncercie w ŁodziWłaśnie w kościele jest za dużo moralizowania. Słyszy się cały czas "macie to" czy "macie tamto zrobić", ale jak ludzie mają cokolwiek robić, skoro nie mają ducha? Ludzi można natchnąć do życia zgodnego z jego przykazaniami tylko Słowem Bożym. Na przykład na Drodze nikt nikomu nie mówi: macie mieć dużo dzieci. Dziwnym trafem po paru latach ludzie mają po sześcioro czy ośmioro dzieci. I nikt nie mówi, tylko jest posłuszny Słowu. A Słowo mówi wyraźnie "bądźcie otwarci", "bądźcie płodni", "Pan Bóg daje życie"! I tak to jest. A co z tego, że ksiądz z ambony zacznie krzyczeć "macie mieć dużo dzieci!" Na to ludzie powiedzą: "To ty miej", "A ty masz?", "Miałeś dzieci?", "Wiesz, co to znaczy?", "Wychowaj z trójkę". I tak mogą zawsze powiedzieć księdzu.
  • Pozostając przy Kościele. Przy okazji wspomnianej już ankiety pt. "Jak ci się podobało na koncercie?" spotkałem dużo młodzieży, która pozytywnie wyrażała się o tym, co usłyszała ze sceny o Jezusie, ale jednocześnie dodawali, że Kościół katolicki to dla nich "kaszana". Skąd według Ciebie bierze się taka postawa młodych ludzi?
    MALEO:
    Kościół musi być święty. Hierarchia, zwykli ludzie, my wszyscy musimy świadczyć, bo nie można głosić Ewangelii, kiedy człowiek sam nie jest nawrócony - nawet jeżeli jest po seminarium duchownym czy dziesięciu latach kapłaństwa. Jeżeli Papież mówi, że się musi codziennie nawracać, to co dopiero ja?
    To, co my robimy, to jest łaska od Pana i nie ma tu żadnych naszych zasług.
  • Mam osobiste pytanie, na które jeśli chcesz, to odpowiedz. Jaką rolę w Twoim życiu odgrywa modlitwa, bo wydaje się, że z niej wszystko się bierze?
    MALEO:
    Przede wszystkim wspólnota. Liturgia Słowa, Eucharystia, modlitwa po domach. Słowo Boże działa w człowieku i to ono "robi". Modlitwa osobista... Muszę przyznać, że mam tu wielkie problemy. Nie mam takiej relacji z Bogiem, jaką chciałbym mieć, no czasami mam, ale generalnie...
    Modlitwa sprawia mi dużą trudność i cały czas jest to dla mnie walka. Staram się modlić brewiarzem. U nas na Drodze na pewnym etapie jest właśnie modlitwa brewiarzem - liturgią godzin. Doświadczenie jest takie, że po pewnym czasie bracia mówią, że bez tego się nie da. Psalmy - to jest to, co mnie trzyma. Są modlitwą, w której odnajduję samego siebie. Kiedy nie umiem się modlić, psalmy modlą się za mnie. To jest bardzo mocna rzecz.
  • Wszystkimi wstrząsnęła tragedia, jaka wydarzyła się w Nowym Jorku. Jakie jest Twoje zdanie na temat Bin Ladena i całej tej historii?
    MALEO:
    Ja mam trochę takie wrażenie, że jest to taka krucjata przeciwko islamowi. Mogę się oczywiście mylić i mam nadzieję, że się mylę. Nie bardzo mi się podoba to, co się wokół tego dzieje. Bin Laden jest oczywiście terrorystą i co do tego nie ma dwóch zdań. Tylko teraz mówią: skończcie z Bin Ladenem, skończcie z islamem, ale następnym razem może być np. skończcie z chrześcijanami. Zawsze szuka się kozła ofiarnego. To jest właśnie takie zagrożenie, które widzę. Z drugiej strony widzę, jak łatwo - nawet w takim kraju jak Ameryka, która jest bastionem wolności - ludzie w obliczu zagrożenia są gotowi zrezygnować z tej wolności. Teraz jest świetny czas do tego, by wprowadzić "chipy". Bo jeśli masz "chipa", to jesteś widzialny z satelity w każdym punkcie, w którym się znajdziesz. I jak cię ktoś porwie, to od razu można zlokalizować, gdzie jesteś. Tylko że za takie bezpieczeństwo płaci się wysoką cenę: np. bez "chipa" nie wejdziesz do marketu, do samolotu, nie dostaniesz prawa jazdy, no nic ... Musisz się na to zgodzić, a nie wiadomo, co się jeszcze z tym będzie wiązać.
    Są takie rzeczy, które sprawią - tak mi się wydaje - iż nasza przyszłość będzie bardzo ciekawa.
  • Wielkie przesłanie dla młodzieży na rok 2002?
    MALEO:
    Ja takich nie mam! Jedyne przesłanie to jest to, co mówi Merton. Spytano go, co powiedziałby, gdyby mógł wypowiedzieć tylko jedno zdanie w swoim życiu, a on odpowiedział: "Od dzisiaj już stój na swoich własnych dwóch nogach".
    Sens jest bardzo szeroki, ale chodzi o to, że nie można niczego dobrze zrobić, jeżeli gra się kogoś innego, a nie jest się sobą. Bycie sobą jest bardzo ważne, bo ludzie starają się często grać lepszych niż są w rzeczywistości.
  • Koncertowy odlot

    Rozmawiali: Aniołek, Kawa i Max

    Zdjęcia: Adam Przymusiała, Michał Wocial

    Nowości na stronie
    Skad zespołu
    Historia
    Wywiady i recenzje
    Teksty utworów
    Fotografie
    Audio i wideo
    Koncerty
    Linki
    Maleo Reeggae Rockers
    Tabulatury
    Kontakt
    Ksiega gosci
    Statystyki